Nowe samochody terenowe… czy oby na pewno terenowe?

Niedawno rozmawiałem z osobą pracującą w wypożyczalni samochodów o pewnym przypadku konfliktu z klientem. Otóż klient wynajął samochód terenowy, klasyczną nową terenówkę ze znanej japońskiej firmy, po czym zrobił coś, czego nie robi nikt z „normalnych” klientów – wyruszył tym samochodem w prawdziwy teren…

Co w tym dziwnego – zapytacie – otóż po pierwsze umowa wynajmu samochodu terenowego z wypożyczalni wyraźnie zabrania wjeżdżania nim w offroad, czy w ogóle w trudny teren. Klient jest o tym uprzedzany na wypadek, gdyby „nie umiał” się wczytać w umowę. Więc zapewne tutaj wypożyczył szwagier a pojechał zięć… mniejsza o to.

Ciekawe jest to co się działo po stronie wypożyczalni – koszt doprowadzenia tego „terenowego” auta do porządku po wjechaniu w teren, w tym rozkręcenia i wyczyszczenia pewnych elementów podwozia, drobnych wymian, regulacji oraz doprowadzenia do ponownej używalności wyniósł około 3 tysięcy zł u zaprzyjaźnionego mechanika, a więc z ogromnymi zniżkami. Auto na tydzień było wyłączone z użytku… co wy na to?

800px-Kia_Asia_RocstaDziś oglądałem program na którymś z programów „dla faceta” o terenówkach z salonu i oczywiście program jest raczej pełen pochwał w stosunku do aut – w końcu takich programów nie robi się bez wsparcia sponsorskiego głównych graczy na rynku, więc nie można tu oczekiwać pełnego obiektywizmu jednak przez zachwyt nad tymi autka przedarła się pewna ważna informacja.

Koszt dostosowania tych rzekomo pełnowartościowych-terenowych, fabrycznie nowych samochodów do podstawowych warunków jazdy w terenie wyniósł odpowiednio. 50 tys. w przypadku japońskiej marki auta o którym mowa w pierwszej części posta. W przypadku drugiego „Japończyka” z zastosowaniem niemarkowych, alternatywnych części (UWAGA! traci się w takim przypadku gwarancję na samochód!) wyszło 30 tys. zł, natomiast „markowe” dostosowanie innej terenówki reklamowanej jako rasowy i pełnowartościowy samochód wyniosło zaledwie 15 tys. zł… zaledwie bo przy cenach tych aut idących grubo ponad 100 tys. zł to przecież niewiele, jednak poziom dostosowania za te 15 tys. pozostawił jeszcze kilka wątpliwości.

O co zatem chodzi? Czy chodzi o to, by duzi chłopcy, którzy zawsze marzyli o posiadaniu terenówki, jak z filmów przygodowych, wreszcie ją dostali… a skoro i tak nigdy… no prawie nigdy… w teren nie wjadą to można im sprzedać za grube pieniądze nieco podwyższoną osobówkę na ładnych kołach?

Ciekawe… co wy na to?