Legia cudzoziemska – wywiad z legionistą – cz. 3 – areszt i ucieczka.

część 1: klik

część 2: klik

Wyjechałeś nielegalnie na urlop do Polski…

…urlop w kraju zleciał  jak z bicza strzelił, głównie na szaleństwach i wydawaniu pieniędzy. Pierwsze co zrobiłem po przyjeździe do Polski, to odwiedziłem Biuro Paszportowe – jakoś musiałem wrócić do Francji – jednak czas oczekiwania na paszport był dłuższy niż mój urlop i wiedziałem już, że się spóźnię na regiment.

Nie pamiętam dokładnie ile się spóźniłem, ale coś koło 4-5 dni. Z bramy regimentu PeeMy (Police Militaire – odpowiednik naszej żandarmerii) odprowadzili mnie do aresztu. Za spóźnienie dowalili mi miesiąc, a areszt w R.E.C. należy do najcięższych i najgorszych w całej Legii. O szóstej rano PeeMy wpadali do cel i budzili nas drewnianymi pałkami. Jeszcze się dobrze nie wybudziłem, a już na wilgotnej i zimnej posadzce robiłem pompki na kostkach, potem szybkie śniadanie, pobranie z magazynku plecaków wypełnionych kamieniami, kilof w rękę, pakowali nas na ciężarówkę i wywozili do kamieniołomu. Powrót na obiad, po obiedzie znów do kamieniołomu, kolacja, po kolacji tor przeszkód. PeeMy rysowali nam kredą na plecach numery i obstawiali między sobą zakłady, w jakiej kolejności ukończymy tor… Chyba dlatego to wieczorne bieganie po torze przeszkód Polacy nazywali Wielką Pardubicką.

Około dwudziestej można było zdjąć plecak. Miało się po tym wrażenie takiej lekkości, że nic tylko rozwinąć skrzydła i odlecieć. W areszcie poznałem Polaka o ksywie Pudel, który mówił dziwne rzeczy, między innymi to, że jak w Legii trafisz do aresztu, ciężko już się z niego wygrzebać. Mój pobyt w areszcie troszeczkę się przedłużył, o jakieś 2 tygodnie. Za każdego znalezionego przy aresztowanym papierosa, dokładano pięć dni odsiadki. Ja byłem palący i złapano mnie trzykrotnie. W końcu opuściłem areszt, ale tylko na chwilę – GESTAPO otworzyło list od mojej siostry i już wiedzieli, że byłem na urlopie w Polsce, a przecież jest zakaz opuszczania granic Francji. Wróciłem do aresztu znów na miesiąc. Pudel, który cały czas tam gnił, uśmiechnął się i rzekł „a nie mówiłem?” Przeszło dwa miesiące w areszcie, pluton przyzwyczaił się do mojej nieobecności i stałem się zbędny… tak tłumaczył Pudel.

Wyszedłem po miesiącu i wróciłem na kolejne dwa tygodnie, za jakieś braki w dokumentacji ubezpieczeniowej. Wyszedłem – był piątek jak pamiętam – i wezwał mnie mój dowódca, powiedział że przed nami weekend i nie będą teraz sobie zaprzątać mną głowy, ale w poniedziałek staję do raportu za nóż. „Za nóż??? Za jaki znowu nóż?” Zaczęli dokopywać się i doszukiwać jakichś starych przewinień – przypomniałem sobie, że jak szliśmy na urlopy, to PeeMy skonfiskowali mi na bramie nóż a’la Rambo, który przywiozłem z Afryki.

 396px-Grenade_legion.svg

Jak to wytrzymywałeś?

Po wyjściu, w sobotę od rana siedziałem we Foyer i biesiadowałem z ziomalami. Powiedziałem, że nie będzie Francuz pluł mi w twarz i wracam do domu. Nie pójdę więcej do aresztu. Spakowałem majdan, który wynieśli mi za bramę starsi służbą Polacy, a ja wyszedłem normalnie w mundurze wyjściowym na przepustkę i spotkałem się z nimi w pubie. Poszedłem do toalety, gdzie wskoczyłem w cywilny ciuch, pożegnałem się i kazałem pozdrowić Pudla, jak kiedyś wyjdzie. Wsiadłem w taksówkę i pojechałem do Avivionu, z Avinionu do Lyonu, a dalej TGV do Paryża.

A Pudel został do końca?

Tak, jemu już dużo do końca służby nie zostało. Możliwe, że wyszedł z aresztu od razu do cywila… W Paryżu zamelinowałem się w małym arabskim hoteliku i czekałem na szwagra z moim paszportem. Tak wyglądała moja wielka ucieczka. Później żałowałem.

Dlaczego?

Fizycznie, jak ktoś wytrzyma szkolenie w Castelnaudary, to później służba nie jest już taka ciężka. Areszt, mimo że wychodziłem z niego obolały, też można było przetrzymać… bo nie było innego wyjścia. Zdezerterowałem, bo podszedłem do problemu psychicznie, poczułem się kimś gorszym, poniżonym. Do dziś mam sny, że zostałem, albo że wróciłem i mi darowali winy.

A jak mogłoby się potoczyć Twoje życie, gdybyś wytrzymał? Został? Miałeś jakieś plany?

Chciałem robić kaprala i wyjechać na pół roku do Dżibuti… I dociągnąć do końca 5-letniego kontraktu. Na szkoleniu w Castel zapewniałem Polaków, że ja nie zdezerteruję, a tu zrobiłem z mordy cholewę. Dorobić w Legii się nie można, Legioniści wychodzą do cywila z ostatnim żołdem na ręku, chyba że tak jak Kolega, zostać półinwalidą i mieć dożywotnią rentę z Legii. To miała być przygoda, a nie sposób na dalsze życie.

Czego więc żałujesz, bardziej własnej słabości, czy że przygoda tak szybko się skończyła?

Żałuję, że nie mogę powiedzieć, iż odwaliłem cały kontrakt.

Pobyt w Legii do niczego mi się nie przydał w późniejszym życiu, może tylko będę miał co wnukom opowiadać 🙂

Na zakończenie* do posłuchania: jedna z pieśni legionistów

*UWAGA! Planujemy jeszcze jeden artykuł w formie aneksu i uzupełnień do 3 części wywiadu! Już wkrótce 🙂