Krokomierz – czy warto kupić? Intensywne marsze jako trening.

Jako autor bloga sportowego na dłuższą metę nie mogę wytrzymać bez treningu. Moja planowa przerwa treningowa (problem z kręgosłupem) dobiegła końca i jestem od dobrych dwóch tygodni w trakcie rozruchu. Ponieważ wciąż nie mogę biegać, a energia roznosi zdecydowałem się na inną formę treningu rozruchowego – intensywne marsze. Nie, nie chodzi mi o nordic walking, ale o energiczne marsze – także w terenie.

Zdjęcie-1349

Zimno i mokro, ale bez opierdzielania się!

Założenia treningu:

  • Minimum 40 minut ciągłego energicznego wysiłku.
  • Marsz z minimalna liczbą krótkich przerw.
  • Nie biegać – nie podbiegać, itp. – szybki jednostajny marsz bez przekraczania granicy biegu, który jest jednocześnie wyraźnym wysiłkiem.
  • Zmiana tras i czasów w celu uniknięcia znużenia treningiem.
Zdjęcie-1351

Fotka z trasy przy podmiejskim lesie.

„Sprzęt” z sieci sportowej na „D.”

  • Kurtka sportowa z podpinka polarową – utrzymanie odpowiedniej temperatury.
  • Bojówki – dodatkowe kieszenie przydają się np. na zasobnik z gazem obronnym czy inne akcesoria (w podmiejskim lasku ludzie puszczają luzem psy, już dwóch kolegów spieprzało ostatnio na drzewo podczas joggingu).
  • Buty specjalistyczne – do biegania amatorskiego – amortyzacja podeszwy jest dość ważna w moim przypadku.
  • Krokomierz…

…i właśnie krokomierz jest zasadniczo głównym tematem dzisiejszego wpisu. Elektroniczny gadżet za 45 zł mierzy liczbę kroków w czasie treningu, odległość, liczbę spalonych kalorii (szacunkowo) i kilka innych parametrów. Jest to niezły motywator, bo pozwala porównać ze sobą kolejne treningi takie jak mój marsz w terenie lub nordic walking, zwłaszcza przy częstej zmianie tras.

Zdjęcie-1357Dlaczego nie Endomondo, ani inne programy GPS dla smartfona? Po pierwsze nie idę na trening by być przywiązanym do smartfona, netu, Facebooka, blogów, maila… a zawsze trafi się jakaś sprawa do załatwienia w najmniej odpowiednim momencie i przerwie trening. Nie czuję potrzeby chwalenia się na FB ‚codziennymi przebiegami’ tym bardziej nie uważam, że trasy jakoś specjalnie warto udostępniać (oczywiście nikt nie każe, ale ludzie to i tak robią). Czyli robię krok w stronę jakiegoś „low tech”? Nie wiem, w każdym razie gadżet jest fajny i w przystępnej cenie.

Zdjęcie-1360

Buty z amortyzacją w podeszwie.

Wynik mojego dzisiejszego porannego DlaFaceta.biz-walkingu ;-P zanotowany na potrzeby tego wpisu?

5682 kroki; 4,09 km; 210 kcal; 40 minut intensywnego marszu w terenie.

Można sobie coś takiego zafundować na zwykłe miejskie spacery – tzn. np. postanawiamy, że zamiast korzystania z komunikacji miejskiej czy samochodu w celu zrzucenia kilku kg zaczynamy częściej chodzić piechotą. Jak konkretnie zmierzyć sobie „korzyść” osiągniętą dzięki tej decyzji? Właśnie takim gadżetem! Dane można kumulować w ciągu dnia, następnie wpisać sobie np. do zeszytu – dziennika treningowego.

Co wy na to?

P.S. Polecam:

Trening pracoholika – czy bardzo krótki, ale intensywny trening ma sens?