Sport dla twojego dziecka? Jego przyszłość zależy od ciebie!

Kiedy byłem dzieciakiem w okolicy mojego blokowiska mieliśmy około 7 dzikich boisk różnego typu. Na ogół na jakimś mniej zadbanym trawniku jakiś ojciec wkopał dwa drewniane słupki z poprzeczką i już była bramka. Przestrzeni wewnątrz podwórka spółdzielnia nawet nie próbowała zaorać i obsiać trawą, no może raz między blokami próbowali, ale po szkole jedni ustawili dwa plecaki po jednej stronie, dwa po drugiej i już były dwie bramki. Nowe boisko skutecznie wydeptane po kilku meczach…

Co ciekawe nawet na te improwizowane boiska można się było dostać jedynie cudem, kiedy jakaś starsza ekipa ich nie zajmowała. Po szkole były bez przerwy zajęte. W weekend można było zapomnieć zupełnie, chyba, że jacyś starsi chłopacy zaproponowali dołączenie, bo akurat zabrakło zawodnika do kompletu…

Dziś kiedy widzę starą okolicę, widzę też, że tych dzikich boisk nie ma już zupełnie. Częściowo teren zabudowano, częściowo zagrabiono, zagrodzono, obsadzono trawą. Są tylko dostępne przyszkolne boiska tu za blokowiskiem. Nie ma jednak żadnego problemu, by ich skorzystać. Na ogół są zupełnie puste, czasem grupka młodzieży siedzi na trybunach, trochę rozmawiają, częściej jednak wpatrują się w swoje smartfony… czasem ćwiczy tam jakaś sekcja sportowa.

Pomór jakiś nastąpił? Dzieci nie ma? Skądże… są, ale zaraz po szkole włączają komputer albo konsolę do gier. Na dwór się już nie wychodzi. Po co?

Takie postępowanie to poważny błąd – jeśli masz dziecko (albo chcesz mieć w przyszłości) nie pozwalaj na to, by twój potomek zamienił się w splapsiałego pornogrubasa, słabeusza, cieniasa… To od ciebie zależy, czy zaszczepisz dziecku sportowe hobby, czy zadbasz o jego przyszłość i zdrowie.

Ja tu nie mówię o tym, że zaraz dziecko trzeba nastawiać na sportową karierę… choć jeśli jest dobre dlaczego nie? Niech w przyszłości zostanie dobrym zawodnikiem, trenerem albo trenerką… to zawsze dodatkowe perspektywy, ale nawet bez tego, na poziomie 100% amatorskim to dobre dla zdrowia fizycznego i psychicznego.

Poza tym dzieciak, który ma zaszczepionego „sportowego bakcyla” raczej nie będzie robić głupich rzeczy. Ja sam nie miałem pokusy by iść za małolata za garaże pić jabola z ludźmi z podwórka… nie miałem czasu myśleć o papierosach, czy innym przypalaniu… czekał na mnie trening i ambitna chęć poprawienia swoich osiągów – to było ważniejsze.  Trening, cel, dyscyplina… i to był rewelacyjny okres w moim życiu, przy okazji „starsi” nie musieli się denerwować.

Moje dziecko już od najmłodszych lat chodzi na treningi, ma wpojoną rutynę i co najważniejsze – chce chodzić. Wiadomo, na początku rodzic musi trochę popchnąć na ten trening, bo się nie chce, bo jest nowa fajna gra na tablecie, bo nowa bajka w TV… ale potem… spróbuj tylko powiedzieć „Może dziś nie idziemy na trening, bo ojciec chce pojechać do kolegi…” wielki lament i prośby… „Jak to, nie, nie możliwe… ja chce dziś na trening! Proszę zawieź mnie… proszę….”

O to właśnie chodzi. 😉

Mniej więcej ten sam model stosują wszyscy bardziej kumaci rodzice wokół mnie, którzy mogą sobie pozwolić czasowo i finansowo na sport dla dziecka.

Co ty o tym myślisz? Napisz poniżej…