Zioła o działaniu anabolicznym – czyli ogólny wzrost efektywności

Kozieradka, wierzbownica, olej winogronowy i inne…

Jak zapewne się zorientowałeś po lekturze kilku artykułów popieram nie tylko rezygnację ze sterydów na rzecz suplementacji, ale także jestem wielkim zwolennikiem alternatywnej suplementacji. Wolę zastępować sklepowe odżywki, tabletki i inne suplementy naturalnymi, ziołowymi odpowiednikami tam gdzie to tylko możliwe, często stosując zasadę “zrób to sam”. Oczywiście sam często kupuje preparaty ze sklepów natomiast bardzo lubię produkty przetworzone w stopniu minimalnym, w szczególności zioła i to niekoniecznie o egzotycznych nazwach.

W poszukiwaniu dostępnych w Polsce ziół o działaniu zwiększającym efekty treningu natknąłem się na doskonałą stronę dr Henryka S. Różańskiego prezentującą naturalne substancje anaboliczne: http://luskiewnik.strefa.pl/fitosterole/sterole/pages/index.htm

Strona wymienia zioła bogate w naturalne “anaboliki” takie jak: wierzbówka, wierzbownica, kozieradka, czarnuszka, soja, korzeń pokrzywy, nasiona dyni, olej z dyni, olej lniany, olej sezamowy, olej winogronowy, olej czarnuszkowy, olej ogórecznikowy, kwiatostan sosny, kwiatostany i pędy olchy, kwiatostany grabu, łupiny fasoli, pędy i kwiaty jesionu, kwiaty i pędy morwy, pędy i kwiaty głogu, kwiaty i pędy jarzębiny, pędy i kwiaty buku, korzeń i ziele babki większej i lancetowatej i inne. Generalnie można odszukać także sposoby na przyrządzanie specyfików anabolicznych.

Z powyższej listy dotychczas zostały wypróbowane następujące zioła:

Wierzbownica:

Wypróbowałem dość mocny wywar zaparzany w sitku od herbaty. Jedno pełne sitko wierzbownicy zaparzałem kilkakrotnie i piłem w ciągu dnia. Wywar jest lekko “apteczny” i po przyzwyczajeniu nawet przyjemny w smaku. Podczas miesiąca stosowania specyfiku zaobserwowałem zauważalny wzrost kondycji i chęci do treningu. Delikatny ale stały, zwiększony “apetyt” na ćwiczenie – tak jak po średniej dawce żeń-szenia. Wierzbownica pomogła mi zdecydowanie ruszyć do przodu po długim zastoju w ćwiczeniach. Nie ma efektów ubocznych a także jest mniej kłopotliwa w przyrządzaniu niż kozieradka.

9878426735_6ddaa448ff_z

Olej winogronowy (z pestek winogron):

Stosowałem go zamiast zwykłego oleju w celach spożywczych podczas mojego “cyklu” wierzbownicy. W dniach kiedy nie używałem w kuchni oleju z pestek winogron wypijałem małą łyżeczkę od herbaty. Zakładam, że mógł spotęgować działanie wierzbownicy. Oczywiście spożywałem go w innym czasie niż wywar z wierzbownicy.
W różnych kręgach modne jest spożywanie łyżeczki oleju z oliwek extra virgin (z pierwszego tłoczenia) z uwagi na rzekome działanie pro-zdrowotne. Jeśli juz jesteś zwolennikiem picia oleju – sugeruje zastąpienie oliwek bardziej anabolicznym olejem winogronowym.
(Tłuszcz jest także bardzo ważny w diecie osoby trenującej! Ja sam dietę ze zbyt małą ilością tłuszczu przypłaciłem kiedyś m. innymi osłabieniem stawów i wypadem z obiegu na dłużej. Nie popełniaj tej głupoty co ja w przeszłości i nie eliminuj tłuszczów z diety.)

Kozieradka:

Niedawno przeszedłem do stosowania Kozieradki (łac. Trigonella foenum-graecum L. ) która już była prezentowana wcześniej, a także swojego czasu wypróbowana. Ostatnio do testów dołączył kolega, który chwali sobie jej działanie. To niepozorne ziółko można spokojnie określić jako “polski żeń-szeń” jako, że kozieradka przyczynia się do podniesienia naturalnego poziomu testosteronu w organizmie. Myślę także, że mogę śmiało porównać jej skuteczność do Tribulusa. We wspomnianym wcześniej serwisie dr Różańskiego kozieradce poświęcona jest jej osobna podstrona.

Kozieradka – Wariant pracochłonny:

Kozieradka generalnie powinna być stosowana w postaci gotowanego minimum 5 minut wywaru (jedna mała torebka na 1 do 1,5 szklanki wody). Wywar trzeba intensywnie mieszać bo ma tendencje do przypalania się – następnie odstawić na min. 30 minut pod przykryciem – wychodzi taki kisiel o mdłym i aptecznym smaku. Jeśli ten kisiel ma być stosowany dłużej musi być zakonserwowany alkoholem oraz miodem, co ponadto poprawia smak mikstury. Ja na 2 miarki kisielu dodałem 1 miarkę Balsamu Pomorskiego i 1 miarkę miodu. Powinno się spożywać do kilku dużych łyżek dziennie.

Należy jednak zwrócić uwagę na niekorzystne działanie alkoholu w nadmiarze – co opisałem w innym rozdziale. Jeśli masz wątpliwości do jego stosowania – można łyżkę kozieradki po prostu zaparzyć, dodać miodu i wypić powstały kisiel – niestety powstały “bezprocentowy” specyfik nie nadaje się już do jakiegokolwiek przechowywania. Oczywiście spożywanie “likieru” z kozieradki jest absolutnie wykluczone bezpośrednio po treningu oraz przy niektórych suplementach – na przykład przy kreatynie.

6749625221_c3496f9021_z

Wariant o średnim stopniu pracochłonności:

Mój pomysł własny to mocna mikstura bez gotowania – szklanka Balsamu Pomorskiego, dwie małe torebki zmielonych nasion – zmieszałem i zostawiłem na parę dni. Potem wlałem pół słoika miodu dopełniłem 3/4 szklanki wody mineralnej, dobrze zmieszałem. Z uwagi na dużą “moc” stosuję dawkowanie o połowę mniejsze.

Wariant dla leniwych:

Zgodnie z radą znajomego zielarza zioła najlepiej po prostu zjadać i wtedy są najbardziej skuteczne. Jeśli nie straszne ci żucie papki z kozieradki przylepiającej się do podniebienia i wchodzącej między zęby to po prostu możesz połykać nasiona i zapijać dużą ilością wody.

Efekty uboczne:

Oprócz pobudzenia typowego dla zwiększonej ilości testosteronu efektem ubocznym stosowania kozieradki może być dziwny, apteczny zapach skóry i potu. Prysznic po treningu i mocny dezodorant o jakimś zdecydowanym, męskim zapachu powinien załatwić sprawę.

jagrecjasmWszelkie prawa zastrzeżone. Nie wolno kopiować tego artykułu bez zgody autora.

© R.Witczak: sklep sportowy – Lubin